+48 697 101 474 kontakt@pathwork.com.pl

Pathwork Guide Wykład nr 104 | 25 maja 1962 r.

Pobierz wykład w PDF: Rozum i wola jako narzędzia lub przeszkody na drodze do samopoznania

Pozdrowienia, moi najdrożsi przyjaciele. Niech Bóg błogosławi każdego z was. Błogosławiona niech będzie ta godzina.

Zrozumieć samego siebie ,to odnaleźć swoje prawdziwe „ja”. Rozpatrywaliśmy już z różnych perspektyw, czym jest to prawdziwe „ja”. Być może zauważyliście, że często zmieniam używane określenia. Gdy wciąż powtarza się to samo słowo, czy to „wizerunek”, „prawdziwe ja”, czy jakiekolwiek inne , znaczenie stojące za tym słowem zaczyna się zacierać; staje się martwe. W chwili, gdy staje się ono jedynie etykietą, powtarzacie je bez głębszego zrozumienia, o czym właściwie mówicie. Znaczenie jest żywe , to zawsze świeże, spontaniczne doświadczenie  i trzeba czuwać, by go nie utracić. Dlatego właśnie czasem warto posłużyć się innym wyrażeniem, które prowokuje was do ponownego, żywego przeżycia treści ukrytej za słowem.

Za każdym razem, gdy nie jesteście w stanie odtworzyć wewnętrznego znaczenia i żywego doświadczenia jakiegoś pojęcia, uświadomcie to sobie. Świadomość ma ogromne znaczenie.

Zacieranie żywego znaczenia słowa stanowi doskonały przykład tego, co dzieje się pomiędzy prawdziwym „ja” a powierzchownymi warstwami waszej osobowości. Gdy doświadczacie żywego ducha jakiegoś terminu, to wasze prawdziwe „ja” tego doświadcza. Bezuczuciowe powtarzanie słowa odbywa się za pośrednictwem waszego intelektu. Pamięć to wola odzyskania czegoś, co kiedyś zostało przeżyte. Jednak gdy owo przywołanie odbywa się wyłącznie za sprawą woli, znaczenie obumiera. Doświadczenie zamienia się w powtarzalny schemat, a wasze prawdziwe „ja” przestaje działać.

Spróbujmy teraz lepiej zrozumieć, w jaki sposób prawdziwe „ja” zaczyna istnieć i co hamuje jego funkcjonowanie.
Przeszkody powstają w wyniku różnych warstw osobowości, które znajdują się w stanie pomieszania i błędu, a także przez brak świadomości, że tak właśnie jest. Jak doskonale wiecie, istnieje tylko jedna droga dotarcia do prawdziwego „ja” , a jest nią poznanie samego siebie. Kiedy uświadamiacie sobie, że coś w was jest spaczone , jesteście bliżej samych siebie. Jesteście bliżej swojego prawdziwego „ja” nawet wtedy, gdy jeszcze nie znacie rozwiązania danego problemu.

W waszym świecie zostaliście tak bardzo uwarunkowani do przeceniania procesów myślowych, intelektu, umysłu i siły woli, że wierzycie, iż możecie stać się sobą poprzez bezpośredni akt woli i świadome użycie myślenia, by rozwijać się duchowo. Na przykład nauczyliście się, że bycie „dobrym” i „kochającym” to oznaki rozwoju duchowego. I dlatego staracie się być dobrzy i kochający przez kontrolę myśli i kierowanie swoją wolą ku temu celowi. Jednak, jak wiecie już z naszej dotychczasowej wspólnej pracy, to nie jest możliwe. To próba stania się kimś, kim się jeszcze nie jest. Wasze prawdziwe „ja” nie może być rządzone wolą ani siłą. Jest ono bezpośrednim przejawem nie myśli ani woli, lecz spontanicznego, twórczego doświadczenia, które pojawia się nieproszonym, nieoczekiwanym sposobem wtedy, gdy najmniej się tego spodziewacie. To niezwykle ważne, by o tym pamiętać i nigdy nie tracić tego z pola widzenia.

Nieświadomie, bezwiednie, a jednak na swój sposób celowo, wciąż macie nadzieję i usiłujecie sprawić, by wasze prawdziwe „ja” zamanifestowało się poprzez aktywność myśli i woli, poprzez wbijanie sobie do głowy pewnych pojęć, innymi słowy: poprzez procesy intelektualne. To nie może się udać, moi przyjaciele. Może zrodzić się pytanie: skoro tak, to po co w ogóle używać intelektu, myśli i woli w tym żmudnym procesie duchowej pracy? Odpowiedź brzmi: dlatego, że poprzez użycie umysłu i woli, by zrozumieć zamęt i błędy własnego myślenia, a także błędnie ukierunkowaną wolę i motywacje, pośrednio umożliwiacie narodziny waszego prawdziwego „ja”.

Oto krótkie, ogólne objaśnienie etapów rozwoju duchowego w tym kontekście. Najbardziej pierwotnym stadium rozwoju jest stan istnienia bez świadomości. Życie zwierząt, roślin, a także świat minerałów to istnienie pozbawione świadomości, bez samoświadomości. Człowiek pierwotny był tylko nieco oddalony od tego stanu. Owszem, posiadał mózg, lecz działał głównie instynktownie. Funkcjonowanie mózgu, czyli rozwój intelektu, następowało bardzo powoli. Od życia mineralnego aż po człowieka pierwotnego można dostrzec powolny wzrost świadomości, rozwoju intelektualnego i woli. Im bardziej postępował ten rozwój, tym mniej istniało nieświadome istnienie, a tym bardziej przekształcało się ono w stan stawania się.

Kolejnym etapem jest stan stawania się, w świadomości. Człowiek na tym poziomie dąży do przetrwania w świecie materialnym, posługując się intelektem i wolą. Te zdolności są niezbędne, by radzić sobie ze światem materii. Myśl i zewnętrzna wola są z materii i służą do przezwyciężania materii. Nie mogą jednak być użyte do osiągnięcia stanu istnienia, ponieważ ten nie pochodzi z materii. Mogą być używane jedynie w takim zakresie, w jakim pomagają usunąć nadmiar aktywności myślowej i woli zewnętrznej, która stworzyła zamęt i błędy. Mogą być używane do pracy z psychicznym materiałem ich własnego rodzaju. Jeżeli myśl i wola produkują zbyt wiele i w ten sposób tworzą przeszkodę w osiągnięciu stanu istnienia, wówczas należy posłużyć się myślą i wolą, aby poradzić sobie z ich własnym tworem, ale nigdy, by bezpośrednio dotknąć stanu istnienia, czyli prawdziwego „ja”. Oznacza to, że należy najpierw zrozumieć siebie, zamiast próbować wydobyć prawdziwe „ja” poprzez bezpośredni akt woli i myślenia.

Najwyższym etapem rozwoju jest stan istnienia w świadomości. Nie objawia się on nagle po opuszczeniu ciała fizycznego, lecz może być doświadczany — początkowo sporadycznie, a z czasem coraz częściej — jeszcze za życia, w ciele. Takie doświadczenia zależą od tego, w jaki sposób używa się zdolności, które wcześniej rodziły zamęt i cierpienie, oraz od unikania ich używania w sposób niezgodny z ich naturą i przeznaczeniem.

Ludzkość znajduje się obecnie w stanie pośrednim. Jest to stan stawania się, w świadomości. Jednak w ramach tej kategorii istnieje wiele różnych etapów i poziomów. Dla przejrzystości przyjmijmy umowny podział. W pierwszej połowie tego cyklu istotne jest rozwijanie i kultywowanie intelektu, pamięci, zdolności rozróżniania oraz siły woli. Bez tych cech, jak już wspomniałem, człowiek nie byłby w stanie opanować materii. Ludzie muszą się uczyć, potrzebują pamięci i inteligencji, aby radzić sobie z życiem. Potrzebują także woli, by przezwyciężyć swoje pierwotne, zwierzęce i destrukcyjne instynkty, które drzemały w stanie istnienia bez świadomości. Bez woli i inteligencji nie byliby zdolni odróżniać dobra od zła, ani powstrzymywać się od działań szkodliwych dla siebie i innych. Innymi słowy, ich działania są kierowane przez myśl, intelekt i wolę.

Jednak w drugiej połowie tego cyklu człowiek w pełni opanował już ten etap. Powinien więc zbliżać się do progu stanu istnienia, w świadomości. Często zaczyna odczuwać, że pragnie czegoś więcej niż tylko życia pełnego materialnego zaspokojenia. Różne religijne filozofie opisują ten wyższy stan w rozmaity sposób. Ludzie pragną tego wyższego stanu nie tylko dlatego, że są nieszczęśliwi, lub że usłyszeli o jego istnieniu, lecz także dlatego, że coś głęboko wewnątrz nich popycha ich ku nowemu sposobowi życia. A jednak błędnie próbują używać tych samych narzędzi, które były niezbędne w życiu materialnym, aby wejść w życie duchowe. I to nie przynosi skutku.

Kiedy człowiek usiłuje osiągnąć wyższą formę istnienia przy pomocy intelektu, myślenia czy woli, buduje to, co nazywamy obrazami , wizerunkami siebie takiego, jakim powinien by być, oraz obrazami życia zgodnie z ograniczonymi doświadczeniami przeszłości.

Wielokrotnie omawialiśmy już ten stan: tłumienie, samooszukiwanie się, nieakceptowanie tego, kim naprawdę jesteś, w opozycji do tego, kim chcesz być. Wszystkie te zjawiska są wytworami myślenia i wysiłku woli, i świadczą jedynie o tym, że te zdolności nie mogą same w sobie przynieść wolności ani duchowego rozwoju. Gdy są używane niewłaściwie, myśl i wola tworzą zamęt i cierpienie.

Jeśli przyjrzysz się temu, czym jest obraz, zobaczysz, że używasz nałożonego z zewnątrz wzorca, by zakryć to, co naprawdę czujesz i kim naprawdę jesteś. W swoim dążeniu do bycia kimś „lepszym” albo do osiągnięcia czegoś „lepszego”, przestajesz akceptować siebie takim, jakim jesteś, oraz tego, co naprawdę czujesz. Myśl i wola należą do sfery stawania się, lecz często są używane błędnie , w taki sposób, że oddalają cię od ciebie samego, od tego, kim jesteś i co posiadasz tu i teraz.

Harmonijny stan istnienia może zaistnieć tylko wtedy, gdy zaakceptujesz swój obecny stan, nawet jeśli jest on jeszcze nieharmonijny. Taka akceptacja pozwala ci rozpocząć proces zrozumienia siebie, a tym samym wydobycia się z tego stanu. Nigdy nie wydostaniesz się ze stanu stawania się poprzez tłumienie lub ukrywanie tego, kim w danej chwili jesteś. Jeżeli będziesz się upierać, by tak czynić, rezultat ten ukaże jedynie, w jaki sposób narzędzia intelektu i woli mogą być niszczące, gdy są używane niezgodnie ze swoim prawdziwym przeznaczeniem , co, niestety, jest powszechną praktyką w waszym świecie.

Myśl i wola są tymczasowymi narzędziami, służącymi do nadania kierunku twoim zewnętrznym działaniom i intencjom. Mogą i powinny być używane w życiu fizycznym, do działań zewnętrznych, do podjęcia decyzji, by poznać prawdę o sobie. Ale nie mogą być używane do duchowości. Duchowość jest, ponad wszystko, miłością ,ze wszystkimi jej przejawami. Wiesz bardzo dobrze, że nie można kochać poprzez zmuszanie się do tego. Możesz wierzyć, że kochasz, gdy w rzeczywistości tak nie jest, ale to jeszcze nie znaczy, że miłość naprawdę istnieje. Miłość może zaistnieć tylko wtedy, gdy usuniesz swoje błędy, swoje zamieszanie, swoje uprzednie wyobrażenia i swoje uzależnienie od opinii innych ludzi. Te przeszkody mogą zostać usunięte jedynie poprzez pełne ich zrozumienie. Wtedy miłość pojawia się sama z siebie, tak jak prawdziwe ja pojawia się samo z siebie.

Nie możesz po prostu postanowić, że będziesz dobrym człowiekiem, że będziesz kochać, mieć współczucie albo pokorę. Ale możesz postanowić dowiedzieć się, co sprawia, że nie jesteś tym wszystkim, i w ten sposób usunąć to, co przeszkadza ci być dobrym i kochającym człowiekiem, co stoi pomiędzy tobą a pełnią życia, pomiędzy tobą a byciem swoim prawdziwym ja.

Czy możesz teraz  trochę lepiej zrozumieć, dlaczego proces myślowy, intelekt, umysł i wola przeszkadzają w narodzinach prawdziwego ja, miłości i wszystkich cech, które nazywamy duchowymi? Wszystko to dzieje się samoistnie, jako rezultat poznania i zrozumienia siebie. Myśl i wola mogą zrodzić tylko myśl i wolę , nie mogą zrodzić czegoś, co nie ma z nimi nic wspólnego. Miłość, transcendentalne zrozumienie i wszystkie inne cechy prawdziwego ja nie mają nic wspólnego z myślą i wolą.

Każdy, kto przeszedł przez proces twórczy, z łatwością przyzna, że prawdziwa twórczość nie pochodzi z aktu woli ani z myśli skierowanej ku kanałowi, który według ciebie może przynieść takie twórcze doświadczenie. Twórczość przychodzi nieproszona i jest nieoczekiwana. Pojawia się wtedy, gdy najmniej jej oczekujesz. Tak samo jest z twórczym przejawem prawdziwego ja , autentycznym uczuciem miłości i głębokiego zrozumienia, w przeciwieństwie do powierzchownego, intelektualnego uczucia, które jedynie powtarza i recytuje , czy to cudze nauki, czy też własne, wcześniejsze, autentyczne doświadczenia.

Nałożone warstwy ukrywają prawdziwe ja.

To oczywiste. Warstwy te pojawiają się dlatego, że umysł i wola je przyjmują. Bez umysłu, który podejmuje decyzję, i bez woli, która je realizuje, nie mogłoby dojść do żadnych nałożeń. Nakładasz te warstwy, ponieważ dążysz do szczęścia, do uznania , nawet w samym procesie rozwoju duchowego. Stan stawania się jest dążeniem. Jeśli nie jesteś w stanie stawania się, nie ma dążenia, a więc nie ma też niebezpieczeństwa pomieszania i cierpienia.

Weźmy najniższy poziom rozwoju , życie mineralne. Ma ono najmniejszą świadomość, najmniej woli i niemal całkowity brak umysłu. Nie ma w nim cierpienia. W stanie bycia nie ma cierpienia. Cierpienie jednak pojawia się, gdy rozwijasz się ku stanowi bycia w świadomości , chyba że nauczyłeś się przejść przez stan stawania się, najpierw używając umysłu, intelektu, myśli i woli w sposób organiczny. Jeśli jednak używałeś swojego umysłu i woli w sposób nieorganiczny, nienaturalny, konieczne staje się usunięcie nadmiaru tej aktywności mentalnej i wolicjonalnej, która doprowadziła do nadużycia tych zdolności. Nie można powiedzieć, że umysł, intelekt i wola są przyczyną cierpienia i nieszczęścia, ale ich używanie wtedy, gdy nie powinny być używane, faktycznie ma taki skutek. Twój umysł jest odpowiedzialny za wszystkie obrazy, błędne wnioski, skamieniałości, uogólnienia i wszystko to, co cię paraliżuje. Dlatego musisz użyć umysłu — tego samego narzędzia — aby usunąć te ograniczenia. To może się dokonać tylko przez pełne i głębokie zrozumienie, nie powierzchowne, lecz dogłębne, jak te fałszywe struktury powstały.

Istnieje wiele systemów religijnych, które dostrzegają niebezpieczeństwo, jakie niesie umysł. Próbują one wyeliminować funkcjonowanie umysłu i woli, ale to nie może się udać. Nie przyjmujcie jednak moich słów na wiarę, moi drodzy. Zawsze proszę was, byście tego nie robili. Pomyślcie nad tym, a sami zobaczycie, że tak właśnie jest. Gdy sztucznie wyłączacie umysł poprzez ćwiczenia i dyscyplinę, co się dzieje? Tłumicie coś, co wciąż w was istnieje — a gdy staniecie wobec kryzysu, wobec którego tych ćwiczeń nie można zastosować, to, co zostało stłumione, znów wychodzi na powierzchnię. A więc chodzi tylko o to, na ile skutecznie potraficie ukryć to, co nadal istnieje. Dlatego każde ćwiczenie polegające na wyłączeniu umysłu poprzez eliminowanie myśli, emocji czy postaw, które wam się nie podobają, jest sztuczne i nigdy nie przyniesie prawdziwego wyzwolenia. Człowiek, który dąży do wyzwolenia, nie musi bać się negatywnych okoliczności. Nie ma potrzeby stosowania dyscypliny ani żadnych ćwiczeń, bo to, czego nie ma, nie wymaga manipulacji. To prosta logika. Jedyną drogą do rozpuszczenia tego, co niepożądane, jest zrozumienie tego, poznanie i przyznanie się do tego.

Proszę, nie sądźcie, że proponuję całkowite pozbycie się umysłu. Bez niego stalibyście się bezrozumni. Dopóki żyjecie na tym świecie, potrzebujecie umysłu. Trzeba jedynie rozpuścić jego negatywne użycie w tych obszarach waszego istnienia, gdzie umysł stanowi przeszkodę i bezpośrednią przyczynę waszego cierpienia i zagubienia, gdzie blokuje twórczy proces waszego prawdziwego ja. Wielu moich przyjaciół doświadczyło tego przejawu , nie tylko w twórczości artystycznej, ale także wtedy, gdy głęboka myśl, uczucie miłości lub nowy sposób podejścia do życia wypłynęły z głębokiego wewnętrznego źródła. Te poruszenia pochodzą z innego obszaru; gdy się im przyjrzycie, zobaczycie, że to tak, jakbyście mieli w sobie inny mózg, inne miejsce odczuwania i reagowania. Na początku nie zdarza się to często, ale w miarę jak coraz głębiej poznajecie siebie, objawienia te będą się pojawiać coraz częściej i trwać coraz dłużej. Nie próbujcie ich sztucznie i z własnej woli powtarzać. To się nie uda. W momencie, gdy próbujecie to zrobić, znowu używacie narzędzi umysłu i woli w obszarze, w którym nie mogą one działać skutecznie ani sensownie.

Z tych dwóch obszarów myślenia — powierzchownego intelektu i prawdziwego ja — tylko intelekt może być kierowany, manipulowany i kontrolowany przez wolę; prawdziwe ja nie może. Prawdziwe ja jest znacznie bardziej inteligentne, o wiele pewniejsze i bardziej godne zaufania. Jest zawsze konstruktywne. Nie trzeba nawet dokonywać wyboru. Ono po prostu jest , jako jedyna prawda, bez żadnych pytań i wątpliwości. Pytania i wątpliwości należą do powierzchownego intelektu. Ale prawdziwe ja jest wytworem, rezultatem, który rodzi się w was poprzez wasze zrozumienie siebie i akceptację siebie takimi, jakimi jesteście w tej chwili. Gdy akceptujecie rzeczywistość waszego obecnego stanu, prawdziwe ja może się przejawić.

Niezbywalną cechą prawdziwego ja jest to, że reaguje ono na każde doświadczenie i każdy aspekt życia w zawsze nowy sposób. Nigdy nie jest kierowane przeszłością. Dlatego sposób, w jaki doświadcza życia, jest tak przejmujący jak u dziecka. Ale gdy twój podatny na wpływy umysł stworzy z jakiegoś doświadczenia obraz, gdy utrwali to jednorazowe przeżycie jako ogólną regułę i prawo, wtedy twoja obecna i przyszła zdolność doświadczania nowego zostaje ograniczona przez związek z przeszłością. Świeżość znika, a często także prawda, ponieważ teraźniejszość w rzeczywistości nie przypomina przeszłości , lub nie przypominałaby jej, gdybyś sam jej nie uformował według tego obrazu.

Być może teraz lepiej zrozumiesz to, nad czym tak długo pracowaliśmy i co badaliśmy. Jedynym sposobem, by rozpuścić doświadczenia z przeszłości, które zostały głęboko wyryte w twoim świadomym lub nieświadomym umyśle, i by uwolnić się od ograniczających i błędnych struktur umysłu, jest uświadomienie ich sobie, przyjrzenie się im i zrozumienie ich w całej ich rozciągłości i głębi. Można to uczynić tylko wtedy, gdy jesteś naprawdę gotów spojrzeć na siebie z absolutną szczerością i zrezygnować z tęsknoty za tym, kim powinieneś być , w przeciwieństwie do tego, kim jesteś. Powtarzam: nie da się tego osiągnąć, jeśli moralizujesz wobec siebie. Ciągłe moralizowanie, które często przybiera subtelne, pokrętne, ukryte formy, uniemożliwia ci zrozumienie tego, co powoduje cierpienie w twoim życiu. Cierpienie jest zawsze samo tworzone; nigdy nie pochodzi z zewnątrz, bez względu na to, jak bardzo może się tak wydawać na powierzchni.

Często ludzie są w gruncie rzeczy gotowi wejść w drugą połowę cyklu, zbliżając się do progu stanu bycia w świadomości, a mimo to sztucznie opierają się organicznemu wzrostowi ku temu stanowi, trzymając się kurczowo umysłu, intelektu i zewnętrznej woli. Wierzą, że mogą osiągnąć wzrost i doświadczyć prawdziwego ja przez tłumienie woli, manipulowanie myślą, dyscyplinowanie emocji. Gdy osiągają chwilowy stan kruchego spokoju, łatwo wierzą, że są na właściwej drodze. Ale gdy ich żarliwa, wewnętrzna rzeczywistość zakłóci ten fałszywy pokój, popadają w rozpacz.

Gdybyście tylko potrafili porzucić próby dorównania ideałom, do których wewnętrznie nie jesteście jeszcze gotowi, nie nadużywalibyście narzędzi intelektu i woli, tworząc kolejne przeszkody. Gdybyście tylko mogli przywiązywać mniejszą wagę do koncepcji niż do tego, co naprawdę czujecie, nie zaciemnialibyście klejnotu prawdziwego ja. Wszyscy kurczowo trzymacie się tych narzędzi, bo czujecie się bez nich niepewnie. Nie ufacie sobie, by żyć bez reguł, praw, koncepcji i ideałów pochodzących z zewnątrz. Bez wiedzy o tym, co jest dobre i słuszne, nieświadomie sądzicie, że nie możecie porzucić narzuconych standardów , nie zauważając, że gdybyście tylko spojrzeli na siebie takimi, jakimi naprawdę jesteście, nie mielibyście się czego obawiać. Aby to zrobić, musicie najpierw dostrzec, że te nałożone warstwy istnieją, a potem ustalić, dlaczego istnieją. Wówczas zobaczycie, że rolę odgrywa tu potrzeba bezpieczeństwa. Ale trzymanie się bezpieczeństwa nie pozwoli prawdziwemu ja zaistnieć. Jeśli podążycie tą drogą krok po kroku, nie będziecie blokować wzrostu, do którego jesteście wewnętrznie gotowi.

Nie próbujcie siłą usuwać nadmiernego przywiązania do zewnętrznego intelektu i woli. Użyjcie ich raczej, by zobaczyć i zrozumieć to, co jest w was, i zaakceptować siebie bez moralizowania. Nie ignorujcie tych narzędzi, lecz używajcie ich, by pośrednio przywracać nieustanny proces odnowy i regeneracji , bezpośrednie doświadczenie twórczej spontaniczności, które może dać tylko prawdziwe ja.

To, co znajdziecie w sobie, może być zbieżne z narzuconymi z zewnątrz standardami. A jednak istnieje między nimi ogromna różnica. Wartość ma tylko to, co pochodzi szczerze od was samych. Nie możecie odkryć, co naprawdę w was jest , ukryte za wszystkimi destrukcyjnymi wzorcami i obrazami , jeśli nie jesteście gotowi porzucić narzucone, zracjonalizowane koncepcje i spojrzeć na siebie w całkowitym obnażeniu. Bez względu na to, jak prawdziwa dana koncepcja mogła być kiedyś dla osoby, która ją przeżyła, autentyczność tego doświadczenia zostaje utracona, gdy myśli i działania powtarzane są mechanicznie.

Przekaz, który dziś przynoszę, to nic nowego , to stara prawda, którą powtarzałem wielokrotnie. Ale bardzo niewiele zostało naprawdę zrozumiane. Dlatego teraz próbuję powiedzieć to ponownie, w innych słowach. Etap, do którego zbliża się obecnie większość moich przyjaciół, wymaga świadomości wszystkiego, o czym dziś mówiłem.

A teraz przejdźmy do waszych pytań.

PYTANIE:
W mojej pracy nad sobą odkryłem, że ponieważ muszę się usprawiedliwiać z tego, co robię, jednocześnie siebie potępiam. Uświadamiam sobie, że to mechanizm obronny związany z moimi błędnymi wnioskami i obrazami. Znajduję się w jakimś emocjonalnym zamęcie, który intelektualizuję. Czy mógłbyś zasugerować podejście do tego problemu samousprawiedliwienia i samopotępienia?

 

ODPOWIEDŹ:
Gdy uświadamiasz sobie, że się usprawiedliwiasz, zapytaj siebie: dlaczego to robię? Czy ktokolwiek usprawiedliwia coś, co nie wydaje mu się wymagające usprawiedliwienia? Jeśli czujesz, że musisz się usprawiedliwiać, to znaczy, że potępiasz, oceniasz, moralizujesz. Tak naprawdę nie ma usprawiedliwiania bez moralizowania.

Zadaj sobie wtedy jasne pytanie: co dokładnie potępiasz i dlaczego? Łatwo zauważysz, że potępiasz nie dlatego, że masz w sobie jakieś wewnętrzne, autentyczne rozeznanie, ale głównie dlatego, że społeczeństwo i otoczenie to potępiają , więc ty również to robisz.

Może się okazać, że naprawdę chciałbyś być wolny od tej tendencji, bo czujesz — z wielu powodów — że prowadziłbyś pełniejsze i bardziej twórcze życie bez potępiania. Ale zanim będziesz mógł rozpoznać to jako swoje własne, wewnętrzne pragnienie, musisz oddzielić autentyczną wolę od uzależnienia od opinii innych.

Aby rozwiązać problem, który blokuje twój rozwój, musisz najpierw go zaakceptować i zrozumieć. Ale jest to możliwe tylko wtedy, gdy przestaniesz się usprawiedliwiać i potępiać. Mówiłem to już wiele razy, ale ciągle o tym zapominacie: nie możesz odkryć prawdy o istnieniu danego problemu, jeśli podchodzisz do niego z nastawieniem „dobre kontra złe”, „słuszne kontra niesłuszne”.

Samo pragnienie, by pozbyć się problemu, nie prowadzi automatycznie do samooskarżania czy usprawiedliwiania. To dzieje się dopiero wtedy, gdy próbujesz dorównać narzuconym ideałom i standardom  robisz to, ponieważ nie potrafisz zaakceptować siebie takim, jakim jesteś teraz, i chcesz już być inny. Uciekasz od tego, kim jesteś, a to właśnie ta ucieczka uniemożliwia ci wyrośnięcie ponad problem. Przestaniesz uciekać dopiero wtedy, gdy zaakceptujesz to jako część siebie.

Gdy w pełni to zaakceptujesz, przestaniesz się usprawiedliwiać i potępiać : bo porzuciłeś ideał, a co za tym idzie — zewnętrzne normy i oczekiwania.

Jeśli ktoś czegoś pragnie, a nie próbuje żyć według zewnętrznych standardów i z góry przyjętych wyobrażeń, nie będzie odczuwał potrzeby samousprawiedliwiania się ani potępiania, jeśli nie odniesie natychmiastowego sukcesu. Załóżmy, że ktoś chce pisać, ale nie potrafi. Sama chęć pisania nie wywoła jeszcze samopotępienia. Jeśli jednak społeczeństwo uznałoby, że każdy, kto nie pisze, popełnia przestępstwo albo jest kimś gorszym, wówczas oprócz pragnienia pisania pojawi się w tej osobie samopotępienie, a w konsekwencji – potrzeba usprawiedliwiania się, czyli mechanizm mający osłabić siłę tego samopotępienia. Szukanie wymówek i wyjaśnień stanie się zasłoną dla potępienia siebie.

Oddziel teraz te dwa aspekty. Uświadom sobie, jak bardzo jesteś zależny od opinii otoczenia. Zbadaj, dlaczego chcesz rozwiązać swój problem. Potem zauważ, że za każdym razem, gdy przyglądasz się temu problemowi, jednocześnie potępiasz i usprawiedliwiasz siebie. Im bardziej stajesz się tego świadomy, tym mniej będziesz się usprawiedliwiać i potępiać. To właśnie początek zrozumienia. W miarę jak uświadamiasz sobie i rozumiesz swoje moralizowanie i potrzebę usprawiedliwiania się, te mechanizmy zaczynają się zmniejszać w samym akcie ich obserwowania. Problem zostanie rozwiązany poprzez akt jego zrozumienia i samoobserwację. Ale rozwiązanie nie nadejdzie, dopóki nie odpuścisz twojej zależności od opinii zewnętrznej.

Tak wiele cierpienia wynika z kompulsywnej potrzeby dorównywania temu, co myślisz, że powinno istnieć. Gdybyś nie znał tych zewnętrznych standardów, nie byłbyś nieszczęśliwy. Nieszczęście bardzo często pochodzi z porównywania, a więc nie jest prawdziwe. Weźmy prosty przykład: załóżmy, że niektórzy ludzie są biedni – nie głodują, ale mają mniej niż ich sąsiedzi. Gdyby wszyscy żyli na ich poziomie, nie byliby nieszczęśliwi. Ale ponieważ inni mają więcej, cierpią. Czy to jest prawdziwe cierpienie? Jeśli nie, to znaczy, że pochodzi ono z umysłu, z narzuconych wyobrażeń, z wiedzy zewnętrznej – a to oddala od prawdziwego ja. Warto zatem spojrzeć na swoje cierpienie właśnie z tej perspektywy. Nawet jeśli niektóre z twoich autentycznych potrzeb nie są zaspokojone, zauważysz, że twoje cierpienie pogłębia się przez porównywanie się z innymi. Ograniczenie tego impulsu i przymusu porównywania się uwolni twoje prawdziwe pragnienie i otworzy cię na zrozumienie przeszkód.

Stan, który rzeczywiście może wywoływać cierpienie, nie może być ani zrozumiany, ani rozpuszczony, dopóki jesteś popychany przez narzucone standardy. Dopóki wstyd i duma skłaniają cię do moralizowania i usprawiedliwiania się, nie możesz wyjść poza swój problem, ponieważ nie jesteś w stanie go zrozumieć. Dlatego spójrz na to wszystko spokojnie, bez pośpiechu i bez przymusu, by natychmiast to przezwyciężyć.

PYTANIE: Miałem wrażenie, że to umysł jest budowniczym, ale zgodnie z tym, co dziś powiedziałeś, wydaje mi się, że to emocje są budowniczymi. Czy mam rację?

ODPOWIEDŹ: Zarówno umysł, jak i emocje są budowniczymi. Oba mogą tworzyć coś konstruktywnego lub destrukcyjnego. Jeśli używa się ich do czegoś, do czego nie są organicznie przeznaczone, wtedy stają się destrukcyjne. Jeśli umysł chce zbudować stan duchowy, ukrywając przy tym rzeczywiste emocje, to jest to destrukcyjne. Jeśli jednak umysł buduje na podstawie tego, co odkrywa o własnych zniekształceniach, wtedy staje się narzędziem konstruktywnym. Emocje, które są świadome, nawet jeśli są negatywne, nie mogą stworzyć niczego destrukcyjnego. Natomiast nieświadome emocje negatywne z konieczności prowadzą do destrukcyjnych rezultatów. Emocje pozytywne prowadzą do rezultatów konstruktywnych. Jeśli umysł jest używany do budowania rzeczy materialnych, działa konstruktywnie, ponieważ do tego właśnie został stworzony. Potrzebujesz umysłu, aby powziąć intencję usunięcia tego, co zostało przez niego wcześniej negatywnie zbudowane. Nie istnieje wyraźna granica między umysłem a emocją. One przenikają się nawzajem. Zarówno myśli, jak i emocje mogą pochodzić z umysłu. Istnieje jednak inny obszar w tobie – prawdziwe ja – które rodzi inny rodzaj myśli i inny rodzaj uczuć.

PYTANIE: Chciałbym zadać dwa pytania w związku z jogą. Czy to, co powiedziałeś dzisiaj, jest tym samym, co joga nazywa „staniem się lustrem rzeczywistości”? I czy chodzi też o to, że umysł powinien stać się zabójcą umysłu, aby dotrzeć do rzeczywistości?

ODPOWIEDŹ: Tak, to jest to samo, tylko bardzo często używane w niewłaściwy sposób. Jest stosowane jako siła, nakładająca się i siła wycinająca coś. Nawet samo słowo „zabójca” sugeruje to głębokie i niefortunne niezrozumienie. Wskazuje ono na błędny proces. Jeśli próbujesz „zabić” umysł, to on po prostu będzie się ukrywać. Może się rozpuścić jedynie poprzez proces zrozumienia. Pomieszanie nie zostaje usunięte przez gwałtowny akt wyrwania go. To jedynie sprawia, że tłumisz świadomość istnienia zamętu. Ale jeśli spojrzysz na nie bez przymusu, bez pośpiechu, bez moralizowania, bez zaprzeczania, wtedy możesz mieć nadzieję na zrozumienie, które jest konieczne, aby z niego wyrosnąć. „Zabicie” sugeruje przymus, pośpiech, moralizowanie, więc to nie może być właściwa droga.

Czyż większość z was na tej ścieżce nie doświadczyła już tego zjawiska? Za każdym razem, gdy napotykacie aspekt, którego nie lubicie i jesteście niecierpliwi, aby się go pozbyć, on zawsze powraca w takiej czy innej formie, prędzej czy później. Ale kiedy spokojnie na niego patrzycie, osiągacie głębszy poziom zrozumienia i powoli ten aspekt naprawdę zaczyna tracić swoją siłę i wpływ. Kiedy nadal się pojawia, a wy nie ulegacie niecierpliwości, lecz próbujecie rozpoznać więcej o sobie dzięki uporczywej obecności tego aspektu, stajecie się spokojni i pogodni, ale z pewnością nie przez jego „zabicie”, które jest tylko innym słowem na zepchnięcie go na bok. To może jedynie wywołać represję, a represja to samooszukiwanie się. Myślisz, że już tego nie masz, ponieważ nie jesteś tego świadomy. Ale to nie oznacza, że się tego pozbyłeś. Przymus prowadzi tylko do samooszukiwania się i iluzji.

Pozwalając, by niepożądany aspekt po prostu był, pozwalając mu unosić się na powierzchni, możesz go obserwować i nauczyć się go rozumieć. To jedyna droga, moi przyjaciele. Wycinanie lub „zabijanie” byłoby skrótem, a nie ma skrótu do wzrostu i autentycznego zdrowia duchowego oraz emocjonalnego. Kiedy pozwalasz, by był tam w pełnej świadomości, wtedy przestaje istnieć, po tym jak dotrze do ciebie głębokie zrozumienie.

Ci nauczyciele duchowi, którzy wypowiedzieli stwierdzenia, o których wspomniałeś, dostrzegli pewne prawdy. Ale wątpię, by ktoś, kto naprawdę postrzegał i doświadczył prawdy, mógł głosić „zabijanie”. Ci, którzy to robią, przyjęli doświadczenie kogoś innego i porzucili własne wglądy. Możliwe jest też oczywiście, że błędne terminy są używane przez tłumaczy i innych, którzy próbują przekazać światu to, czego doświadczyła jedna osoba. Takie pojęcia jak „zabicie” oddalają od prawdziwego stanu istnienia. Mogą natomiast prowadzić do iluzorycznego, wyobrażonego stanu bycia.

Wielkie duchy wszystkich czasów mówiły i będą mówić to, co próbuję wam przekazać od wielu lat, z poziomu różnych podejść i punktów widzenia. Mogli używać innych słów, ale istota zawsze pozostaje ta sama. Jezus mówił o nieopieraniu się złu. To właśnie miał na myśli. Jeśli opierasz się złu, zamieszaniu i zniekształceniom, jedynie spychasz je do podświadomości. Jeśli się im nie opierasz, możesz je rozpoznać. Automatycznie zyskujesz pokorę, by nie próbować być kimś więcej, niż jesteś, a tym samym masz podstawowy warunek, by wyrosnąć ponad zło i narodzić się na nowo w swoim prawdziwym ja. Wycinanie, wymuszanie, dyscyplinarne działanie, „zabijanie” – to wszystko formy oporu. Kiedy osądzasz, stawiasz opór. Kiedy się usprawiedliwiasz, stawiasz opór.

PYTANIE: Czym więc jest właściwa autodyscyplina?

ODPOWIEDŹ: Wierzę, że ten wykład, jak i wszystkie poprzednie, w pełni odpowiadają na twoje pytanie. Jednym z punktów, które powtarzam raz po raz, jest to, że działanie dyscyplinarne jest przymusem, a zatem oddala od samopoznania. Intencja, by spojrzeć na siebie takim, jakim się jest, a nie takim, jakim się chce być, prowadzi do samopoznania, tak. Ale dyscyplina oznacza przymus, tłumienie, represję i siłowe działanie – wszystko to skróty, iluzje, środki wzmacniające wyidealizowany obraz siebie.

Jak powiedziałem w tym wykładzie, intelekt, wola i dyscyplina są konieczne dla twoich zewnętrznych działań, dla twojego fizycznego życia, by zapobiec

przejawianiu się destrukcyjnych impulsów. Ale jeśli chodzi o rozwój twojego wewnętrznego bytu, dyscyplina jest bardzo szkodliwa. Jeśli dyscyplinujesz swoje myśli i emocje, zmuszasz je, by były czymś innym, niż są. Jeśli raz po raz masz intencję, by patrzeć na siebie w prawdzie, to nie jest dyscyplina. To jest intencja, którą konsekwentnie realizujesz. Jeśli używasz swojej woli w celu: „Chcę poznać siebie”, to jest dobre, konstruktywne i realistyczne. Ale jeśli używasz woli, by być kimś, kim jeszcze nie jesteś, jak to może być prawdziwe? Jeśli patrzysz na siebie spokojnie, bez moralizowania, bez usprawiedliwiania, bez narzekania czy urazy, wtedy nie dyscyplinujesz siebie. Po prostu patrzysz na to, co jest. Czy rozumiesz?

PYTANIE: Nie wiem, jak człowiek może żyć bez samodyscypliny.

ODPOWIEDŹ: To coś zupełnie innego. Tak jasno wyjaśniłem to w tym wykładzie, jak i w poprzednich, że wierzę, iż jeśli spokojnie przeczytasz to jeszcze raz i otworzysz umysł, zobaczysz, co mam na myśli. Oczywiście niedojrzała dusza ma wiele destrukcyjnych impulsów, które mogą być powstrzymane tylko przez samodyscyplinę. Ale nie o tym mówię. Mówię o życiu wewnętrznym, o wyrastaniu ponad te właśnie destrukcyjne impulsy. Mówię o narodzinach prawdziwego ja, o miłości. Czy miłość może się narodzić przez dyscyplinę, przez akt woli? Czy jakikolwiek proces twórczy może się pojawić przez dyscyplinę? Czy możesz stać się dobrym człowiekiem przez dyscyplinę? Z pewnością nie. Czy rozumiesz choć trochę, co mam na myśli?

PYTANIE: Istnieje wiele różnych rodzajów dyscypliny i nie to miałem na myśli. Chodziło mi o ukierunkowanie.

ODPOWIEDŹ: Co rozumiesz przez ukierunkowanie?

PYTANIE: Ukierunkowanie emocji.

ODPOWIEDŹ: Kiedy ukierunkowujesz swoje emocje, zmuszasz je, by płynęły zgodnie z tym, co postanawiasz w umyśle. Czy to jest autentyczne? Czy to może prowadzić do rzeczywistości? Kiedy jesteś nieuważny i nie mówisz emocjom, jak mają płynąć, nie ukierunkowujesz ich, płyną tak, jak naprawdę są – i będziesz rozczarowany, ponieważ myślałeś, że twoje ukierunkowanie i dyscyplinarne działanie uczyniły je takimi, jakimi chcesz, by były, uczyniły cię takim, jakim chcesz być. Ale tak nie jest. Gdybyś naprawdę się zmienił, nie musiałbyś niczego ukierunkowywać. Twoje emocje automatycznie płynęłyby w konstruktywny sposób. W momencie, kiedy musisz je ukierunkowywać, nie ufasz im – i słusznie, ponieważ są nadal niedojrzałe. Jak mogą dojrzeć, będąc ukierunkowywane? Czy ukierunkowujesz jakiś żywy organizm, rosnące ciało? Gdybyś to zrobił, okaleczyłbyś je. I to właśnie dzieje się z emocjami, jeśli są ukierunkowywane. Na zewnątrz mogą „zachowywać się” poprawnie, ale to nie znaczy, że wyrosły z niedojrzałego stanu.

Rozważałem to już tak szczegółowo w przeszłości, że naprawdę nie muszę tego tutaj powtarzać. Chcę tylko dodać: ukierunkowane emocje to negatywne emocje manipulowane. Tylko poprzez ich uwolnienie będziesz mógł je przetransformować poprzez ich zrozumienie. Z natury twoje uczucia są konstruktywne, ale jak możesz do nich dotrzeć, dopóki nie rozumiesz ich negatywnych zniekształceń? Ukierunkowując swoje emocje, a tym samym siebie, jak możesz być wolny? Bycie sobą to wolność. Dyscyplina i ukierunkowanie oddalają od wolności.

PYTANIE: Jeśli ktoś jest w stanie istnienia, który jest prawdziwym ja, i działa na pozytywnym poziomie, a potem odkrywa neurotyczną tendencję na głębokim poziomie, prawdziwe ja zdaje się znikać. Dlaczego wtedy nie można już tworzyć?

ODPOWIEDŹ: Kreatywność pochodzi z prawdziwego ja. By być w pełni swoim prawdziwym ja potrzeba wiele zrozumienia, obserwacji. A jednak to zrozumienie i obserwacja są nieustannie przerywane przez twój zakorzeniony nawyk ukrywania, moralizowania i usprawiedliwiania. Możesz odnieść sukces raz, ale potem znowu zapominasz, i następnym razem, gdy natrafiasz na obszar zakłócony, znowu go tłumisz, osądzasz i uciekasz od tego, co jest.

To jest trudność, której trzeba być świadomym, aby wykształcić w sobie nawyk patrzenia, widzenia i próby zrozumienia przy jednoczesnym zachowaniu całkowitej wolności od wszelkich uprzedzeń. Być może także przeszłe doświadczenie prawdziwego ja sprawia, że ktoś bierze je za pewnik, myśląc, że pojawi się znowu tak jak wcześniej, i zaczyna dążyć do ponownego jego osiągnięcia. Ale dążenie jest dokładnym przeciwieństwem tego, co ujawnia prawdziwe ja. Przeszłego doświadczenia nie da się odtworzyć w bezpośredni sposób. Natomiast sposób, w jaki do niego podchodzisz – to znaczy wolność od represji i gotowość do spokojnego i nieoceniającego widzenia tego, co jest, bez pośpiechu – to może odnowić to doświadczenie.

Twoje prawdziwe ja jest przykryte fałszywymi warstwami nałożonymi z zewnątrz. Może zacząłeś usuwać jeden obszar i dzięki temu osiągnąłeś pewien poziom, ale teraz na powierzchnię wychodzą inne obszary. Tutaj musi nastąpić kolejne przebicie, poprzez ten sam proces. Doświadczenie prawdziwego ja, które już miałeś kilka razy, da ci wielką siłę. Ale nie oczekuj, że będziesz je mieć cały czas. Takie oczekiwania będą miały bardzo negatywny efekt.

PYTANIE: A co, jeśli jesteś zaangażowany w pracę twórczą, a potem nagle nie możesz już jej kontynuować?

ODPOWIEDŹ: To dlatego, że są w tobie jeszcze pewne blokady, których w pełni nie zrozumiałeś. Kiedy osiągnąłeś doświadczenie prawdziwego ja, jeszcze się tego nie spodziewałeś. Ponieważ przyszło ono bez zaproszenia, niejako przypadkiem, miałeś właściwe nastawienie. Bez tego doświadczenie to zostaje utracone. Zamiast tego pojawia się oczekiwanie, a więc także dążenie, które oddala cię od tego, co jest.

PYTANIE: Mówiłeś o narzuconych z zewnątrz standardach. Jak powinniśmy wychowywać nasze dzieci? Na tym etapie każdy standard, który przekazujemy dzieciom, jest narzucony.

ODPOWIEDŹ: Cóż, moi najdrożsi, to rozdział, który sięga zbyt daleko, by odpowiedzieć teraz. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że ludzka edukacja, na tym etapie, jest tak błędna. Mogłaby być o wiele bardziej konstruktywna, gdyby dziecko mogło być wychowywane według takich nauk jak ta. Gdyby w dziecku rozwijano samopoznanie i zrozumienie siebie oraz uczciwe stawianie czoła temu, co jest, nie byłoby konfliktu między dwoma niezadowalającymi alternatywami: albo pozwolić wszystkim destrukcyjnym impulsom działać bez przeszkód, albo uwięzić żywego ducha prawdy w imię właściwego zachowania. Dziecko mogłoby być od początku zachęcane do rozwoju wewnętrznego poprzez stawianie czoła prawdzie. Zewnętrzne, narzucone standardy byłyby tylko strukturą dla tych, którzy jeszcze nie są zdolni do kierowania swoim zachowaniem w sposób konstruktywny.

Ponieważ edukacja jest tak bardzo opóźniona w stosunku do tego, czym już teraz mogłaby być, prawa moralne stają się biczem i więzieniem, przez co żywy duch miłości nie może się rozwijać. Myślę, że minie jeszcze trochę czasu, zanim ludzkość zmieni system edukacyjny, chociaż pewne wstępne początki już się pojawiły. Być może najpierw tylko w indywidualnych domach, przez indywidualnych nauczycieli, ale stopniowo zmiana stanie się powszechna. Do tego czasu znacznie więcej ludzi będzie musiało odnaleźć siebie w prawdzie i rzeczywistości, zamiast udawać, że są kimś innym. To jedyny sposób, by usunąć zamieszanie, ból i cierpienie. To jedyny sposób, by Bóg mógł zaistnieć. Światło, miłość, radość — wszystko to jest owocem prawdy; nie prawdy dalekiej od waszego obecnego stanu, lecz prawdy takiej, jaka obecnie istnieje w was samych.

Błogosławieństwa dla was wszystkich. Niech te słowa w was zapadną i nawet jeśli ich wpływ będzie niewielki, okaże się niezwykle pomocny. Myślcie i czujcie te słowa. Podążajcie za tymi myślami sami, tak abyście mogli przyjąć je jako prawdę. Oddzielcie się od idei, których się trzymacie tylko dlatego, że robiliście to od dawna i wciąż zmagacie się z rozpoznaniem siebie takimi, jakimi jesteście teraz. Wszystko to przynosi jedynie zmaganie. Bądźcie błogosławieni, moi przyjaciele, wszyscy. Bądźcie w pokoju. Bądźcie w Bogu.