+48 697 101 474 kontakt@pathwork.com.pl

Pathwork Guide Wykład nr 33 | 11 lipca 1958

Pobierz wykład w PDF: Skupienie na sobie – Prawdziwa i fałszywa wiara

Pozdrowienia w Imieniu Pana. Przynoszę wam wszystkim błogosławieństwa; błogosławiona jest ta godzina.

Wielu dobrych, życzliwych, a nawet duchowych ludzi, słuchając tych wykładów, mówi, że nie jest dobrze tak dużo myśleć o sobie. Uważają, że lepiej byłoby myśleć więcej o innych. Twierdzą, że zajmowanie się sobą prowadzi do egoizmu. Oczywiście wszystko zależy od tego, w jaki sposób to zajmowanie się sobą się odbywa i w jaki sposób myśli się o innych. Błędne jest myślenie o sobie w sposób destrukcyjny, pełne użalania się nad sobą, narzekania na swój los i bezproduktywnego rozpamiętywania tego, co mogło się wydarzyć, a się nie wydarzyło; niewłaściwe jest także rozmyślanie nad rzeczami, nad którymi nie mamy kontroli i których nie możemy zmienić. Kto skłania się ku tego rodzaju zajmowaniu się sobą, powinien nie tylko posłuchać rady, aby przenieść uwagę z siebie na innych, ale także nauczyć się kierować swoje skupienie na sobie w innym, produktywnym nurcie. .

Dla tych, którzy nie potrafią tego uczynić, znacznie zdrowsze jest myślenie o innych poprzez pomaganie im, rezygnowanie z części własnego egoizmu i poświęcanie się, aby pomóc tym, którzy mogą nas potrzebować. Ci natomiast, którzy są gotowi na właściwy rodzaj pracy nad sobą, powinni również myśleć o innych we właściwy sposób i praktykować to stale. Jedno nie wyklucza drugiego. Gdy czynisz coś pożytecznego i zapominasz o własnych troskach i trudnościach, czynisz coś wartościowego nie tylko dla innych, ale i dla siebie.

Zajmowanie się innymi również może być realizowane w niewłaściwy sposób — i niestety bardzo często tak właśnie jest. Ciągłe myślenie o sprawach innych ludzi, krytykowanie ich i ocenianie z pewnością nie pomaga ci stać się mniej egoistycznym. Sama myśl o innych zamiast o sobie nie jest gwarancją działania duchowego; podobnie jak samo myślenie o sobie — jeśli odbywa się we właściwy sposób — nie jest dowodem egoizmu. Wszystko zależy od tego, jak się to robi. Ludzie często oszukują samych siebie, gdy popadają w którąkolwiek ze skrajności. Jeśli myślą o innych w sposób destrukcyjny, osądzający, są skłonni wierzyć, że czynią coś dobrego; jednocześnie trzymają się powierzchownej opinii, że zajmowanie się sobą jest szkodliwe. Nadużywają tej półprawdy, by usprawiedliwić swoje błędne postawy. Istnieje również nieproduktywny i osłabiający rodzaj skupienia na sobie, który często ukrywa się pod maską: „muszę poznać siebie, muszę analizować swoje uczucia” — ale nic z tego nie jest rzeczywiście realizowane. Dlatego bądź uważny w tym, w jaki sposób myślisz o sobie — i o innych. Sprawdź się w tym zakresie.

Ludzie wysoko rozwinięci duchowo mogą poświęcać się całkowicie dla innych, pomagając im najlepiej, jak potrafią, i w ten sposób czynią wiele dobra. Jednak od takich ludzi oczekuje się jeszcze więcej, ponieważ ich duchowy rozwój to uzasadnia. Chodzi tutaj o oczyszczenie motywów, głębokie poznanie siebie, które jest niezbędnym warunkiem duchowego wzrostu. Niektórzy ludzie mogą zaniedbać tę część swojego zadania i uciekać od niej, kładąc zbyt duży nacisk na pomaganie innym. Pomoc innym nie musi — i nie powinna — być zaniedbywana tylko dlatego, że lepiej poznajesz siebie. Wręcz przeciwnie. Zastanów się, czy być może sam nie należysz do tej kategorii.

Wy wszyscy, którzy słyszycie lub czytacie te słowa, moi przyjaciele, jesteście gotowi na właściwy rodzaj autoanalizy. Możliwe, że już wykonujecie odpowiednie działania i w wielu aspektach macie właściwe myśli, ale jak wiecie, wraz z rozwojem to już nie wystarcza. Niezbędne jest, aby wasze emocje były czyste i pozbawione fałszu. Aby to osiągnąć, konieczne jest zajęcie się badaniem i testowaniem siebie, surową samokrytyką i analizą swoich czynów, myśli i emocji w odniesieniu do duchowej prawdy i prawa.

Człowiek, który nie zna siebie, nie może znać innych; kto nie rozumie siebie, nie może zrozumieć innych; kto nie kocha siebie, nie może kochać innych. Można by znów zaprotestować, że kochać siebie to egoizm. Powtarzam: to prawda tylko wtedy, gdy miłość do siebie jest ucieczką od nieuniknionego bólu życia. To jest to małe „ja”, którego nie należy kochać, a które trzeba traktować z dystansem. . Ale jeśli nie masz zdrowego szacunku dla siebie i nie kochasz swojego większego bytu, którym jest boska istota w tobie, nigdy nie będziesz w stanie naprawdę kochać innych. Właściwy rodzaj szacunku i miłości do siebie może powstać tylko wtedy, gdy będziesz dążyć do realizacji duchowego rozwoju, który zaplanowałeś w duchu na to życie. Jeśli to zostanie zaniedbane, bez względu na to, ile usprawiedliwień i złudzeń sobie przedstawisz, głęboko w nieświadomości pozostaje fakt, że nie rozwijasz się tak, jak powinieneś; że łamiesz wiele praw duchowych w emocjach, jeśli nie w myślach i działaniach; że w jakiś sposób uciekasz od siebie. Wszystko to prowadzi do pogardy wobec siebie, która jest prawdziwą przyczyną kompleksów niższości, niezależnie od tego, jak dobrze są one racjonalizowane. Dlatego możesz szanować siebie tylko wtedy, gdy robisz wszystko, co możliwe, by rozwijać się duchowo i poświęcać się dla innych. I tylko wtedy, gdy ten dobrze uzasadniony szacunek do siebie istnieje, możesz naprawdę szanować innych. Widzicie więc, moi przyjaciele, jak i tutaj koło musi się zamknąć.

Im bardziej praktykujesz właściwy rodzaj skupienia na sobie, tym mniej egoistyczny musisz się stawać, a co za tym idzie, tym lepiej będziesz w stanie pomagać innym i czynić dla nich dobre uczynki. Myśl krytycznie o sobie i bądź współczujący wobec innych. Ale ilu ludzi — nawet duchowo nastawionych — czyni dokładnie odwrotnie! Ignorują wiele własnych błędów, chorobliwych skłonności — nawet tych widocznych dla innych — i są zawsze gotowi potępiać innych, jeśli nie słowami, to emocjami i myślami.

Moi przyjaciele, nauczcie się akceptować niedoskonałości innych ludzi, tak jak musicie nauczyć się akceptować własne. Tutaj również ogromne znaczenie ma jak to robicie. Prawidłowa akceptacja własnych błędów nie oznacza ani rozpaczy i zniechęcenia, gdy odkrywasz, że jesteś bardziej niedoskonały, niż myślałeś, ani chęci pozostania takim, jakim jesteś. W każdej ludzkiej tendencji można znaleźć dwie całkowicie błędne skrajności oraz jeden, najtrudniejszy, właściwy środek. Być może teraz lepiej zrozumiesz, że nic samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe, ani słuszne, ani błędne. To jak coś robisz — i czy odnajdujesz środek między dwoma błędnymi skrajnościami — decyduje, czy jesteś na właściwej drodze.

Tylko wtedy, gdy zaakceptujesz siebie we właściwy sposób, będziesz w stanie zaakceptować innych takimi, jacy są, i żyć zgodnie z prawem duchowym, które nakazuje, by kierować swoje wysiłki tam, gdzie mogą one przynieść prawdziwy efekt: ku sobie. Jesteś jedyną osobą, na którą masz realny wpływ. Nigdy nie zmienisz innego człowieka — dlatego wszelkie wysiłki w tym kierunku są daremne. Możesz jednak wpłynąć na kogoś swoim przykładem; on lub ona mogą wtedy zdecydować się na zmianę. Twój wpływ będzie naprawdę skuteczny tylko wtedy, gdy sam staniesz się przykładem. Jeśli cudze błędy wywołują w tobie jakąkolwiek niezgodę, oznacza to, że głęboko w sobie żałujesz, iż nie możesz ich zmienić. Ten żal oznacza, że łamiesz prawo duchowe. Powinien to być dla ciebie najlepszy wskaźnik, gdzie naprawdę stoisz w kwestii akceptacji siebie takiego, jakim jesteś — z pokorą. Im bardziej potrafisz zachować spokój wobec cudzych błędów, tym bardziej zaakceptowałeś siebie. Wówczas masz zdrowy fundament w swojej duszy, niezależnie od tego, ile jeszcze w tobie niedoskonałości. Natomiast im bardziej wewnętrznie walczysz z ludźmi takimi, jacy są teraz, tym bardziej odrzucasz siebie. Pomyślcie o tym również, moi przyjaciele!

Zatem nauczcie się akceptować ludzi takimi, jacy są, i stańcie się tolerancyjni wobec wad, których sami możecie nie mieć. Często trzeba pójść jeszcze dalej: najbardziej potępiacie u innych właśnie te wady, które sami posiadacie. Oczywiście nie jesteście tego świadomi — a jednak tak właśnie jest. Tylko dogłębne poznanie siebie umożliwia lepszą akceptację, zrozumienie i miłość wobec innych. Nie trzeba być ślepym, by być tolerancyjnym. Osoba zasadniczo nietolerancyjna często nie chce dostrzegać wad innych, jeśli żywi wobec nich silną miłość lub sympatię. Niechęć do zauważania wad w takim przypadku wynika z głębokiego lęku, że ich dostrzeżenie oznaczałoby koniec miłości. To nic innego jak nietolerancja. Gdybyś mógł zaakceptować niedoskonałości ukochanej osoby, nie musiałbyś zamykać na nie oczu. Dodatkowo taka osoba często uważa się  za niezwykle tolerancyjną, ponieważ nigdy nie dostrzega wad u tych, których kocha. To kolejna z masek, które ludzie tak często przywdziewają. Prawdziwa tolerancja i prawdziwa akceptacja oznacza jasne dostrzeżenie czyichś wad i brak lęku, i  z tego powodu nie kochasz tej osoby mniej lub mniej ją szanujesz. . Z taką postawą nie tylko pomagasz innym, ale i sobie.

Drodzy przyjaciele, błagam was, przemyślcie ten temat wnikliwie. . Podczas następnej medytacji zapytajcie siebie, czy nie jesteście zbyt krytyczni wobec innych; czy ich przypadkiem nie potępiacie, nawet jeśli robicie to nieświadomie. Wasze emocjonalne reakcje mogą już na to wskazywać. Sprawdźcie się w tym zakresie i zapytajcie, czy przypadkiem nie jesteście ślepi na własne błędy, podczas gdy tak usilnie walczycie z cudzymi. Zapewniam was, że jeśli to zrobicie i właściwie zareagujecie na swoje odkrycia, zyskacie głęboki, nowy pokój dzięki tej zmianie postawy. Bo to, co odbiera wam pokój i wewnętrzną harmonię, nigdy nie pochodzi od innych, ale zawsze i wyłącznie od waszych błędnych postaw i wewnętrznych walk z warunkami, których nie możecie zmienić — i których nie powinniście zmieniać. Zmieniać powinniście siebie. Gdy już to zrobicie, będziecie wolni i poczujecie nową niezależność od zachowań i reakcji innych ludzi, wiedząc, że w ostatecznym rozrachunku nie mogą wam wyrządzić żadnej krzywdy.

Teraz chciałbym poruszyć dwa aspekty wiary. Wielu ludzi szczerze dąży do duchowego rozwoju, lecz ich wiara nie jest pełna. Zawsze gdzieś tam kryje się ukryta wątpliwość: „Czy to aby na pewno  prawda? Czy to nie iluzja? Czy nie jestem zwodzony?” Chciałbym porozmawiać o tym, jak sobie radzić z takimi rozterkami , moi przyjaciele.

Przede wszystkim — nie jest wskazane odpychanie skrytych wątpliwości na bok. Robicie to często w dobrej wierze, bo część was nie chce tych wątpliwości mieć. I w jakiś sposób wierzycie, że jeśli je ukryjecie, to znikną. Ale jak wiecie — niczego nie da się skutecznie rozwiązać, jeśli zostaje zepchnięte do nieświadomości. Boicie się pozwolić, by wątpliwości wypłynęły na powierzchnię, ponieważ zakładacie, że mogą zmienić wasz kierunek; że możecie wtedy ponieść porażkę w swoich duchowych dążeniach.

Jednakże nie musi tak być. Gdy jasno zrozumiesz, że część ciebie, która wątpi, nie stanowi całej twojej osobowości — i że mimo jej istnienia jest w tobie również inna część, która wierzy — wtedy nie będziesz się obawiać, że uznanie swoich wątpliwości doprowadzi cię do porzucenia duchowych dążeń.

Ludzka dusza jest pełna sprzecznych nurtów pod każdym względem. Im szybciej to zrozumiesz i nie będziesz wpadać w rozpacz, gdy natrafisz na tę negatywną stronę siebie, której nie chcesz uznać, tym lepiej dla ciebie. Trudność, jaka się z tym wiąże, wynika z błędnego przekonania, że tylko jeden z tych nurtów jest prawdziwy. Tymczasem oba mają swoją rzeczywistość w twojej duszy i toczą ze sobą walkę.

Ta walka nigdy nie może być wygrana, dopóki nie zdobędziesz się na odwagę, by uznać tę stronę siebie, której nie chcesz do siebie dopuścić. Łatwiej będzie ci to zrobić, jak już mówiłem, jeśli zasadniczo zrozumiesz , że możesz — i w rzeczywistości tak jest — składać się jednocześnie z dwóch sprzecznych nurtów. Nie ma znaczenia, czy chodzi o kwestię wiary kontra wątpliwość, czy o jakikolwiek inny wewnętrzny problem.

Gdy już uznasz w sobie część, która wątpi, zastosuj tę radę: Wiedz, że to łaska Boża, gdy komuś dana jest ta pełna wiedza, której nie nazywam nawet wiarą, oraz doświadczenie istnienia Boga. Rozwijaj w sobie pokorę wobec braku pełnej wiary. Powiedz sobie:

„Jeszcze nie zasłużyłem na tę łaskę. Nie jestem sędzią tego, na co zasługuję, a na co nie. Muszę przebić się przez życie z moją połowiczną wiarą; tą częścią mnie, która pragnie, chce się rozwijać i stawać się lepszym, bardziej dojrzałym emocjonalnie człowiekiem, aby lepiej radzić sobie z życiem, lepiej kochać i skuteczniej pomagać innym. W tym dążeniu będę cierpliwie i pokornie czekać, aż łaska Boża zostanie mi dana.”

Jeśli będziesz pielęgnować te myśli i uczucia, kontynuując walkę ze swoim niższym ja, które zawsze chce zaciemniać drogę i utrudniać twój postęp, mogę ci obiecać, że pewnego dnia ta pełna wiara stanie się twoim udziałem.
Wtedy doświadczysz Boga w taki sposób, że będziesz całkowicie przekonany. Jednak tak jak doświadczenia i łaska innych ludzi nie mogą cię przekonać — niezależnie od tego, jak bardzo starają się ci je przekazać — tak samo i ty nie będziesz mógł przekazać tego tym, którzy wciąż walczą o osiągnięcie tej boskiej łaski — pełnej wiary. Każdy człowiek musi sam, poprzez własny wysiłek, zdobyć to istotne doświadczenie i dokonać fundamentalnej przemiany w rozwoju duszy.

Inny aspekt wiary jest następujący: Są ludzie, którzy mają pełną wiarę — tak pełną, jak tylko może być możliwa dla danej osoby. Każda nieczystość duszy w pewien sposób wpływa również na pełnię wiary. Doskonała wiara oznaczałaby całkowity brak dysharmonii w twoim życiu i brak jakiegokolwiek lęku. Ale nikt z was nie doszedł jeszcze tak daleko. Jednak są tacy, w których wiara jest silniejsza niż u innych.

W takich osobach często pojawia się nieuświadomione uczucie, że są one kimś wyjątkowym dla Boga, ulubionym dzieckiem; że zajmują szczególną pozycję w relacji z Ojcem; że są kimś całkowicie wyjątkowym i myślą, że mogą posiadać Boga wyłącznie dla siebie. To uczucie jest szkodliwe — i również niebezpieczne. Niebezpieczne, ponieważ zawiera w sobie ogrom pychy, a także dlatego, że bardzo łatwo można się w tym oszukać. Usprawiedliwienie jest zawsze pod ręką — że to przekonanie jest wspaniałe, wyraża własne oddanie i duchowość.

Mamy tu do czynienia z jednym z tych przypadków, gdy dobre i czyste motywy — pragnienie zbliżenia się do Boga, miłość do Stwórcy — mieszają się ze złymi i nieczystymi, takimi jak duchowa pycha i poczucie oddzielenia od innych ludzi. Ponieważ umysłowo zupełnie nie zdajesz sobie sprawy z istnienia takich uczuć w twojej relacji z Bogiem, twoim zadaniem jest poddać siebie próbie i sprawdzić, czy i w jakim stopniu może to dotyczyć również ciebie. Gdy odkryjesz w sobie takie uczucia — nawet w najmniejszym stopniu — pomyśl, że w oczach Boga nie jesteś wcale wyżej ceniony ani bardziej wyjątkowy niż ktokolwiek inny. Przekonanie, że jesteś dla Boga kimś szczególnym, może być uznane za przejściowy etap w twoim rozwoju. Twoje tęsknoty i miłość do Boga budzą się zanim jeszcze opuściły cię pycha i własna wola. Te dwa przeciwstawne nurty łączą się na pewien czas w jednym stanie. Musisz być tego świadomy i nie wierzyć ani przez chwilę, że to jest coś dobrego i właściwego. To część procesu wzrastania, który musisz samodzielnie rozpoznać i oczyścić.

Zachęcam tych z was, których to może dotyczyć, by przyjrzeli się swoim uczuciom wtedy, gdy myślą o Bogu, gdy Go odczuwają i gdy starają się do Niego zbliżyć. Choć możesz mieć poczucie, że wszystko jest tak, jak być powinno, czy nie kryje się gdzieś w tobie nieuświadomione uczucie, że jesteś Bogu bliższy i droższy niż inni ludzie? Korzeń takiego uczucia może istnieć nawet u tych, których wiara nie jest jeszcze prawdziwa. Ale uczucie to ujawni się silniej, gdy wiara stanie się pełna i zacznie się rozwijać proces przemiany. A jeśli odkryjesz, że poczucie bycia kimś wyjątkowym wobec Boga dotyczy również ciebie, choćby w najmniejszym stopniu, zacznij bardzo sumiennie pracować nad swoją relacją z innymi ludźmi.

Często spotykamy wyjątkową  nietolerancję u osób, które uważają, że są przez Boga szczególnie umiłowane. Nierzadko pojawia się u nich również pewna forma wyniosłości wobec innych — być może nie zawsze w zachowaniu zewnętrznym, ale w wewnętrznym nastawieniu. Spróbuj podczas medytacji wybrać osobę, której szczególnie nie szanujesz albo może nawet kogoś, kogo najmniej lubisz spośród wszystkich znanych ci ludzi, lub kogoś, kto szczególnie cię irytuje. Pomyśl wtedy, jak bardzo Bóg kocha również tę osobę — tak samo mocno, jak kocha ciebie. Nawet jeśli ta druga osoba jest duchowo mniej rozwinięta, wciąż jest przez Boga kochana. To będzie dla ciebie doskonałe ćwiczenie, dokładnie taka „medycyna”, jakiej potrzebujesz, moi przyjaciele.

Ludzka dusza to bardzo skomplikowany „mechanizm”, jeśli można posłużyć się takim określeniem. Oczyszczenie nie polega jedynie na przezwyciężeniu własnych wad. To nie jest łatwe i wymaga czasu. Staje się możliwe dopiero wtedy, gdy głęboko zrozumiesz wiele swoich wewnętrznych skłonności i reakcji, których wciąż jeszcze sobie nie uświadamiasz. Dlatego twoim celem w tej chwili nie może być doskonałość, choć jest ona celem ostatecznym. Miej ją przed oczami, ale najpierw dąż do celu bliższego — do poznania i zaakceptowania siebie takim, jakim jesteś.

Oznacza to brak złudzeń na swój temat, zdobycie zdrowego stosunku do własnych niedoskonałości oraz naukę życia zgodnego z prawami życia, bez unikania trudności, które są czasem konieczne. To obejmuje wszystko, czego się tutaj uczysz. Dopiero gdy to osiągniesz, stopniowo zaczniesz zmieniać niektóre niewłaściwe skłonności i reagować inaczej. Najpierw wyjaśnij swoje motywy i je oczyść. Oddziel niewłaściwe pobudki od właściwych w ramach jednej i tej samej reakcji czy działania. To jest teraz twoje zadanie.

Nie przestawaj dążyć do rozwoju tylko dlatego, że twoja wiara czasem zawodzi. Jesteś dobrym człowiekiem, a jako dobry człowiek chcesz stawać się lepszy, pełniejszy, czystszy, bardziej kochający, by móc czynić więcej dobra tam, gdzie jesteś. Nawet jeśli nie zawsze jesteś w stanie podjąć tego trudnego wysiłku dla Boga, ponieważ nie masz pewności, czy  On naprawdę istnieje, podejmuj trud  z miłości do innych — tej miłości, która jest częścią twojej istoty. Nierzadko bywa, że ktoś o słabszej wierze ma większą miłość do bliźnich niż ktoś, kto wierzy głęboko, ale – jak już wspomniano – uważa, że zajmuje szczególne miejsce w oczach Boga. Oba te stany są przejściowe i pewnego dnia wyrównają się i połączą w doskonałej harmonii.

A kiedy spotykają cię próby — a z pewnością tak będzie — módl się, by twoja zdolność myślenia nie została sparaliżowana. To bowiem często zdarza się człowiekowi w trudnej sytuacji. Uchwyć się wtedy tej jednej myśli:

„Ojcze, daj mi jasność spojrzenia, nawet jeśli teraz czuję się zagubiony, nieszczęśliwy i wewnętrznie rozdarty. Pomóż mi nie zapomnieć tego, co w innych chwilach wiem i rozumiem. Pozwól mi zobaczyć Twoją prawdę w tej sytuacji — nie tak, jak się ona teraz jawi w moim bardzo ograniczonym spojrzeniu.”

Często można zaobserwować, że w chwilach próby twoje postrzeganie rzeczywistości ulega całkowitemu zniekształceniu. Gdy jesteś przekonany, że twoje negatywne spojrzenie to jedyna prawda, bardzo łatwo popadasz w rozpacz. W takich momentach zapominasz nawet to, co w innych okolicznościach doskonale wiesz. Tak bardzo zostajesz sparaliżowany przez siły zła, które sam do siebie przyciągnąłeś, że nie potrafisz myśleć ani dostrzegać tego, co normalnie byłoby dla ciebie zupełnie oczywiste. Nie przychodzi ci nawet do głowy, by prosić Boga o prawdę, bo twoje myśli są zbyt pogrążone w ciemności. Dopiero gdy wyjdziesz z tego mroku, ogarnia cię przerażenie, że byłeś aż tak ślepy.

Możesz oszczędzić sobie wielu trudnych godzin, jeśli natychmiast zwrócisz się do Boga i uświadomisz sobie to, co ci właśnie tłumaczę. Przeciwstawiaj się tej chwilowej ślepocie, ucząc się kierować swoje myśli ku podświadomości — ku tej części duszy, gdzie znajduje się „zapomniana” prawda. Ćwicz się już teraz, by w przyszłości stawić czoła próbom z lepszym przygotowaniem wewnętrznym.